Słuchawki MEE Audio X-10



W każdej branży dzieje się i to widać, choćby po sprzęcie audio. Jako sportowiec - amator z przyjemnością zatem wykorzystuję zaufanie dystrybutora MEE Audio, firmy RAFKO, jako tester i obserwuję poczynania jednego z liderów branży. Tym razem w ręce wpadł mi model X-10. Nowoczesne słuchawki "true wireless".

Zwrot używany przez zawodowych melomanów, zupełnie nieznany przez biegaczy, "siłowniaków" -amatorów, oznacza słuchawki bezprzewodowe w technologii Bluetooth z etui ładującym. Dla mnie, ostatnio zabieganego i nie będącego trendy, wydawało się to odrobinę kosmiczne. A jednak MEE Audio X-10 zniosły mnie na Ziemię. Ponad 4 h odsłuchu z powerbankiem ładującym do czterech pełnych cykli, patrz ok. 22 h słuchania. I to z IPX5, czyli mówiąc wprost 12,5 l wody/potu na minutę lane z każdej strony nie zrobi im krzywdy. Prawda, że warto uwierzyć w technologię ;-)

Oczywiście nie zaufałbym tym danym, gdybym ich nie sprawdził. Cały sprzęt dotarł do mnie w standardowym opakowaniu kalifornijskiego producenta. Powtarzam zawsze, że dobór kolorów, projekt i cały design MEE Audio chyba najbardziej mi pasuje od początku testowania (7 lat?) i ciągle robi na mnie wrażenie (producenci monitorów aktywności mogliby się uczyć!!!). Oczywiście, wracając do meritum, w zestawie mamy 3 pary gumek dokanałowych, parę słuchawek bezprzewodowych, kabel USB-A/USB-C i, wielkości pudełka zapałek (6,4x4,5x2,6 cm i 51 g), zgrabne etui. Ładowanie całości trwa góra dwie godziny (przy mojej ilości testowania - patrz niżej -  nie miałem możliwości rozładowania powerbanku). Etui dotarło do mnie w stanie 3/4 pojemności (patrz paliły się trzy diody z czterech informujących o stanie akumulatora) a podładowanie go o diodę trwało niecałe 20 minut. Bądź co bądź, później wykonałem jeden trening łączony - 50 minut biegu na bieżni mechanicznej i 45 minut siłowni oraz pojedynczą 45-minutową sesję na siłowni, po czym odłożyłem słuchawki na ... miesiąc. Te po włączeniu dalej działały bezproblemowo i pozwoliły na kolejne 3 h odsłuchu. Etui po tym wszystkim ładując słuchawki pokazywało jeszcze połowę stanu!




Przechodząc do dalszych parametrów funkcjonalnych w X-10-ach mamy 5 mm dynamiczne przetworniki z pasmem przenoszenia 20 - 20000 Hz i obsługą Bluetooth 5.0 z szerokim profilem (A2DP, HSP, HFP, AVRCP) i zasięgiem do 10 m. Producent podkreśla jakość mikro-przetworników HD, jednak jak zauważa Marcin Gałuszka z serwisu hfc.com.pl (patrz tutaj), pasmo przenoszenia tego nie pokazuje. Co ważne funkcjonalności, wskazywanej przez MEE Audio, na pewno X-10 nie można odmówić. Wyjęte z pudełka automatycznie parują się z najbliższym (lub ewentualnie wcześniej sparowanym!) sprzętem audio. Oczywiście jest to też możliwe ręcznie za pomocą przycisków umieszczonych po bokach każdej ze słuchawek. Tak też ściszamy lub przełączamy utwór wstecz lewą słuchawką czy pogłaśniamy lub wybieramy następny kawałek prawą słuchawką. Obie w zależności od ilości naciśnięć zarządzają również odbieraniem rozmów, zatrzymywaniem muzyki, funkcją bezpieczeństwa i asystentami Siri/Google. Wbrew subiektywnej opinii było to bardzo intuicyjne i bezproblemowe w trakcie ciągłego biegu.

MEE Audio podobno zestroił słuchawki dla uzyskania głębokiego basu, ciepłych tonów średnich i krystalicznie czystych sopranów. Mnie na pierwszy słuch ucha X-10-tki pracujące z TV Philips 32PFS6402/12 urzekły przede wszystkim ciepłem czystego wokalu i głębokim tłem z dobrze słyszanymi szczegółami. W klasycznych RE-400B i starszych X-1 dźwięk było ostrzejszy oraz bardziej uciekający na tyłach. Plus dodatkowo o wiele bardziej szumiący przy tych drugich. Takie same wrażenia powtarzały się w przypadku odsłuchu wokalnego Korteza, spokojnych  i dynamiczniejszych Red Hot Chilli Peppers czy mocniejszego AC DC. X-10 bardziej klarowały tło rzeczywiście uprzyjemniając słuchanie. Z kolei przy spokojnych i melodyjnych saksofonach przewaga X-10 nad X-1 w odsłuchu z Huawei P20 Lite już nie była aż tak znaczna (tym razem RE-400B odpadało). Jednak gdy weszło się w wokal R'n'B ponownie obfitość i głębia dźwięku X-10-tek była znacznie cieplejsza i słyszalna. Ładnie to zwięźle określił M. Gałązka ("Wysokie tony z kolei są trochę wycofane, ale nie można powiedzieć, że X10 są ciemne. Zresztą to "wyciszenie" jest bardzo inteligentne, bo kiedy trzeba, soprany potrafią błysnąć i pokazać detal, jednak przez większość czasu tworzą dyskretny akompaniament"). Nic dodać, nic ująć. 




Warto też podkreślić fajną funkcjonalność nowych X-10. Na bieżni wykonałem trudny trening 12x400 m, gdzie prędkość ponad 17 km/h około dziesiątego powtórzenia dopiero "wypluła" prawą słuchawkę z mojego ucha. Swoją drogą przed drobne niedopatrzenie. Wcześniej mimo zalewania ogromną ilością treningowego potu i kilku korektach (patrz pierwszy trening i pierwsze użycie!) słuchawki trzymały się bez dwóch zdań, mimo problemów z dokładnym dopasowaniem gumki dokanałowej (co ciekawe we wcześniejszych modelach MEE Audio nie miałem tego problemu!). Trening na siłowni, nawet ten w sesji łączonej (patrz zmoczona już gumka), przebiegał bez większego dyskomfortu. Ba, notowałem nawet minimalnie większy zasięg niż sugerował producent.

Podsumowując nowe "true wireless" ze stajni MEE Audio można uważać za produkt udany. Bardzo dobra funkcjonalność, ciepła barwa z głębokim i klarownym tłem, długa praca baterii i IPX5 ,niekoniecznie wszystkie razem dostępne są w podobnej klasie cenowej a bardzo cieszą tym bardziej w klubie fitness czy na treningu biegowym. Jeżeli w moim przypadku do tego doszedłby minimalnie mniejszy ciężar jednej słuchawki (8 g) mielibyśmy produkt wręcz idealny na takie warunki. Polecam zdecydowanie.

Łukasz Murawski

Biegający już od ponad dekady, triatlonujący dopiero od blisko połowy tego czasu, trener przygotowania motorycznego/masażysta, ciągle szukający odpowiedzi na nowe pytania odnośnie funkcjonowania ciała człowieka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz