Polar Ignite - funkcjonalność (cz. II)



Po kilkutygodniowym roztrenowaniu nowy Polar Ignite na nowo stał się moim prawie codziennym partnerem ćwiczeń. Zdejmowanie go ograniczyłem do minimum, a spędzając z nim kolejne blisko 50 h treningów (wcześniej  po miesiącu i 33 h I cz. recenzji, patrz tutaj) wreszcie mogę odpowiedzieć Wam na pytanie czy rzeczywiście jest tak dobrym produktem jak go opisuje wielu. Postaram się nie rozwlekać za bardzo i czasem oprzeć się na wcześniejszych recenzentach.


Bez dwóch zdań noszenie całodobowe zegarka już nie sprawiało problemów (patrz wcześniejsze marudzenie z I cz.). Fakt faktem, jako pracującemu rękami trenerowi/masażyście, często konieczna była zmiana oczka na pasku by po ustawieniu "ściśniętym treningowym" przejść do "codziennego luźnego". Pierwsza opcja noszenia oczywiście wymuszona była chęcią dokładniejszych nie gubionych pomiarów z nadgarstka. Te, wreszcie bez marudzenia (patrz recenzja Vantage M, który zaczął "słuchać się" po paru miesiącach użytku!), zawiodły mnie dosłownie może 15-krotnie. Raz na pierwszym bieganiu w mrozie, maksymalnie dwa razy biegając na bieżni mechanicznej i regularnie co drugi, trzeci trening na spinningu. Co jednak najważniejsze, po 10 s dane wracały do normy. Jak na moją styczność z Polar Precision Prime biegowe spadki tętna w takiej częstotliwości to bomba, a regularność utraty dokładnego pomiaru na kilka sekund pod koniec pierwszego kwadransa (?) jazdy na rowerze stacjonarnym z wieloma zmianami pozycji, a więc i wieloma ruchami nadgarstka (może akurat wtedy te pierwsze zmiany lekko rozregulowywały zegarek?), jest do zaakceptowania. Porównując z jeszcze dokładniejszymi analizami pracy Precision Prime P. Baryckiego ze spidersweb.pl (patrz tutaj) czy pana Jacka z goultra.pl (patrz tutaj) jest bardzo ok. Pierwszy recenzent zanotował drobne i rzadkie piki o 7-8 BPM w porównaniu do trzykrotnie droższego Garmina 945, drugi natomiast testując w różnych opcjach interwałów i porównując do odczytów z nadajnika Polar H10 zauważył większe (aczkolwiek istotne!) odchylenia w przypadku złego dopięcia paska na nadgarstku.

W tym drugim przypadku ja także notowałem błędne odczyty odnośnie opcji wpięcia "codziennego luźnego" pozostawionego na noc i np. brak pełnego odczytu z Nigthly Recharge czy przerwanie testowania podczas Fitness Test. W przypadku treningów wystarczyło dopiąć pasek lepiej lub cierpliwie poczekać aż nielogiczny pik/spadek przeminie. Jednak powtarzam - zdarzało się to rzadko i na użytek półprofesjonalny Precision Prime zdecydowanie polecam (to tak by pochwalić Polar za wymazanie negatywnych wrażeń z testowania Vantage M !!!).


Idąc dalej moją hierarchią ważności co do funkcjonalności monitora aktywności treningowej temat baterii. Ta rzeczywiście ładuje się zdecydowanie szybciej (patrz z 30% zajęło blisko 40 min, a z 11 % blisko 60 min) w porównaniu ze znaną konkurencją (patrz wcześniejsze recenzje tutaj). Nowy akumulator litowo - polimerowy o pojemności 165 mAh teoretycznie przeznaczony jest do pracy 17 h z włączonym GPS i pomiarem tętna. Według moich kilku analiz raczej tak pięknie nie jest (co też widać na spidersweb.pl) a na pewno jest to zależne. Trening 2h15 w normalnym trybie na zewnątrz zużył ok. 18 % energii, natomiast 1h30 z ok. 40 min ciągłego podświetlenia już ok. 25 % (pierwszy pomiar pierwsze dwa tygodnie sprzętu, drugi trzeci miesiąc użytkowania, ale to raczej nie ma znaczenia). Co prawda zegarek im bliżej zerowego stanu jakby pracował wydajniej i co ciekawe nigdy nie rozładowałem go do końca (mimo użycia na trybie codziennym z pomiarem nocnym na 15% przez całą dobę!), zatem te 12-15 h treningowo w trybie GPS bez ciągłego podświetlenia można brać w ciemno. W przypadku noszenia w trybie codziennym, liczby są również obiecujące. W ciągu 5 dób i 9h z całodobowym pomiarem tętna (w tym treningowo 70 min z GPS i 90 min bez GPS) bateria spadła tylko o 3/4 pojemności. Potwierdzając specyfikę akumulatora ciekawe było, że przy włączonym pomiarze tylko w nocy ok. 53% akumulatora zużyły 2,5 doby (treningowo w tle podobnie jak wcześniej, patrz trzy pomiarowe noce!). Jak widać to kolejny mocny punkt nowego modelu Polara.

Co do kolejnego ważnego ogniwa funkcjonalności w tej klasy sprzęcie - pomiaru GPS, nie czuję się zobligowany do marudzenia - z mojej strony na pierwszy rzut oka wyglądało to poprawnie. A znów odsyłając do lepszych i dokładniejszych w tej analizie poprzedników ze spidersweb.pl czy goultra.pl jest ok. Patrząc natomiast na dokładność akcelerometru podczas trenowania w budynku, błąd pomiaru co do bieżni mechanicznej (na ile dokładnej, prawda?) w okolicach 500-900 m w zależności co do dystansu biegu, uważam za poprawny i standardowy na poziomie liderów. Z dawien dawna kojarzy mi się (!), że Suunto Ambit 3 Vertical w tym wymiatał (recenzji nie pisałem bo używka i nie wiadome pochodzenie), ale wtedy też więcej biegałem, a te pomiary od tego są uzależnione. (Oczywiście proszę o jakieś ewentualne Wasze wrażenia w komentarzach)

By nie rozwlekać się aż nadto, przejdźmy do kolejnego etapu, ewentualnych "wnerwiaczy treningowych". Reakcja ekranu jest chyba tym ważnym i też zauważalnym przez testujących poprzedników. Kolorystycznie najlepszy wyświetlacz, bez dwóch zdań, w większości przypadków reaguje na charakterystyczny gest spojrzenia na tarczę i podświetla ekran. Jednak czy to w codzienności czy podczas treningu (tu rzadziej!) czasem zdarza mu się zaspać i w ogóle nie podświetlać. Oczywiście tu remedium jest opcja ciągłego świecenia wiążąca się ze znacznym zużyciem energii (patrz wyżej o ok. 1/3). Jednak tu bym się nie czepiał, bo... druzgocącym problemem jest brak opcji manualnego lapu. Brak takiej banalne funkcjonalności w tej klasie monitora aktywności, delikatnie mówiąc, zaskoczył mnie. Pomijając WAŻNE i wygodne w diagnostyce treningowe "lapowanie z ręki" podczas treningów, jako instruktor spinningu muszę między zajęciami stopować czas czy rozbijać zajęcia na dwa "okrążenia"...a skoro to zegarek fitnessowy to...wielki błąd, wręcz "wielbłąd" marki Polar.  O ile w opcji treningowej to "autolap" czy ustawialne dystansowo czy czasowo interwały ratują sytuację, to w przytaczanej sytuacji zawodowej pozostaje rozdzielać trening na dwie aktywności (co będąc drobiazgowym np. psuje całą statystykę dopracowanej analizy treningowej online na platformie Polar Flow). Kolejnym minusem, już niekoniecznie treningowym, jest kabel do ładowania. Magnesowany i pasujący właściwie tylko w jednym ustawieniu, zapomniany w podróży może być przeszkodą w korzystaniu z pulsometru. (Czy nie lepiej byłoby wrócić do USB?)

Dalej właściwie "wnerwiaczy" brak. Duża mnogość wgranych profili sportowych (patrz trzeba dodać z poziomu aplikacji Polar Flow), bardzo intuicyjna obsługa (zawsze mocna strona Finów) i interfejs, indywidualna adaptacja ekranów i danych treningowych (patrz jak wyżej), opcje interwału i autolap (ten pierwszy ustawialny na poziomie zegarka!), powiadomienia (różne sygnały wibracyjne) i będące także standardem dla pozostałych produktów Polar sprzed dobrych 2 lat platforma internetowa Polar Flow, wgrywalne plany treningowe czy pomiary aktywności całodziennej/snu, Fitness Test i Running Index, zwiększają tylko funkcjonalność Polar Ignite. 

Biorąc zatem pod uwagę tę pierwszą, nazwijmy ją podstawową, funkcjonalność, nowy Polar wygląda bardzo solidnie na tle konkurencji i ceny w tym segmencie. A przecież nie opisałem jeszcze kolejnych nowości w postaci działającego Training Load Pro, Sleep Plus Stages, Nightly Recharge, Fit Spark czy Serene. To już niebawem...


zdj, polar.com

Kolejna część tutaj a poprzednia tam...


Łukasz Murawski

Biegający już od ponad dekady, triatlonujący dopiero od blisko połowy tego czasu, trener przygotowania motorycznego/masażysta, ciągle szukający odpowiedzi na nowe pytania odnośnie funkcjonowania ciała człowieka.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza