Polar Ignite - estetyka i pierwsze wrażenia



Wakacyjna premiera nowego monitora aktywności fińskiej firmy Polar Electro obiła się całkiem głośnym echem w polskiej sieci. Znana przez miłośników aktywności fizycznej marka w ostatnich kilkunastu miesiącach zmieniła zupełnie design dokładając przy okazji parę funkcjonalnych nowości do swoich produktów. Seria Vantage była początkiem zmian w segmencie multisport. Polar Ignite kontynuuje przeobrażenie produktowe w sektorze fitness.

Testowanie modelu Vantage M w zeszłym roku (patrz tutaj) przypadło na podobny okres po premierze, jak w przypadku Ignite. Korzystając z możliwości współpracy z jedynym dystrybutorem marki Polar w Polsce od razu skorzystałem z takiej możliwości. Vantage M wyszedł z paroma błędami technologów (normalne w przypadku premier sprzętu elektronicznego) i wgrywanymi co kilka tygodni  dodatkowymi funkcjami (jeszcze 2 miesiące po premierze nie było paru ważnych opcji!). Ignite w bezpośrednim porównaniu jest już produktem kompletnym i nie wymagającym dogrywania "na szybko" czegokolwiek (oczywiście "łatki" programowe są realizowane!). To już wypada in plus dla użytkownika nowego dziecka Polar Electro, choć co ważne, funkcjonalnie oba zegarki skierowane są do innych użytkowników. Jednak o tej różnicy i "trenowalności" w drugiej (trzeciej ?) części tekstu po rozpoczęciu kolejnego sezonu treningowego i rozpoczęciu korzystania z Polar Ignite na poważnie. Poniżej skupię się na bardziej powierzchownych walorach.

Miłośnicy designu zdecydowanie skłonią się ku delikatniej wyglądającej na nadgarstku nowoczesnej tarczy Ignite ze srebrną ramówką ze stali nierdzewnej (wymiary 43x43x8,5, mniejsza o 3 mm i węższa o 4 mm od serii Vantage). Jedyny stalowy przycisk umieszczony na przedłużeniu godziny 8, charakterystyczne ścięcie dolnej powierzchni wyświetlacza z umieszczonym w tym miejscu logotypem Polar oraz czarny pasek z TPU o teksturze mini rybich łusek z zewnątrz (po dokładnym przyjrzeniu, z daleka format czterokątów ;-) potwierdza widzialną już wyraźnie tendencję fińskiej marki do przekonywania użytkowników nie tylko funkcjonalnością produktu. Zresztą poza testowanym przeze mnie czarno-srebrnym standardem istnieją jeszcze cztery inne (czarno - miedziany, żółto-czarny, biało-srebrny i różowo-złoty) plus możliwe do dokupienia po trzy kolory pasków silikonowych i tekstylnych. Zegarek, w dowolnej konfiguracji i rozmiarze (patrz S i M/L), na pewno zwraca uwagę wkomponowując się codzienny styl użytkownika  (w porównaniu do większych i grubszych Vantage, a nie mówiąc o starszych prostokątnych tarczach poprzedników!). Estetycznie zatem jest to zdecydowanie najlepszy model Polar jaki znam.


Funkcjonalnie koperta Polar Ignite sprawia wrażenie bardzo wytrzymałej i solidnej. Obudowa z polimeru wzmacnianego włóknem szklanym, stalowa ramka z klamrą i szkiełko Dragontrail (patrz konkurencyjny patent wobec Gorilla Glass) to wszystko, wobec tylko większego Vantage M, robi różnicę. Jedyny przycisk w przypadku Ignite wystarczy by wejść do ekranu menu, instynktownego, prostego w obsłudze, jak to tradycyjnie w produktach fińskiej marki. Zawsze podkreślałem prostotę całego interfejsu monitorów Polar w porównaniu do konkurencji. Dalej przesuwamy już palcem po ekranie dotykowym by z pośród pięciu ikon wybrać rozpoczęcie treningu, ćw. oddechowe Serene, timery, fitness test czy ustawienia. Z kolei z poziomu zwykłej tarczy (patrz cyfrowej lu analogowej) możemy przesuwając w bok przejść do kolejnych ekranów informujących o realizacji procentowej aktywności (dane kroków, kalorii czy czasu aktywności), stanie tętna (jeżeli włączony ciągły pomiar to dane minimalnego i maksymalnego tętna wraz ze spoczynkowym), ostatnich treningach (wejście w ekran wyświetla kalendarz treningów), ocenie snu (długość  faktyczna, ciągłość w skali 1-5, czas i procent przebudzeń - patrz Sleep Plus Stages, a także nowość funkcja Nightly Recharge - szczegóły w dalszej części) oraz sugerujący treningi Fit Spark (patrz kolejna część). Pomijając funkcjonalność tych ekranów i opcji z nimi związanych, widać tu więcej kolorów i możliwości wyświetlacza 240x204 px. Jak zwykle wszystko dobrane graficznie jak znalazł przez grafików Polar Electro.

Warto także zwrócić uwagę na nadgarstkowy pomiar tętna Precision Prime, opisywany przez mnie przy okazji recenzji Vantage M (patrz tutaj). W przypadku innej budowy paska, zbliżonej do produktów Garmin - diody bardziej przylegają do powierzchni skóry niż w poprzednim modelu. Z drugiej jednak strony zegarek noszony przez dłuższy czas w opcji pomiarowej (patrz dociśnięty o to jedno oczko więcej niż pozwala komfort noszenia zwykłego zegarka) bardziej podrażniał skórę. Dobiegając do pracy i zapominając o tym, wciskanie się w skórę nadgarstka stalowej klamry w trakcie pracy z klientem (pracuję jako trener przygotowania motorycznego, na początku z ogromną ilością mobilizacji i "skakania" wokół) było od razu karą za brak odpięcia o to "jedno oczko". Nawet w zwyczajnym trybie noszenia opięcie mimo wszystko drażniło skórę bardziej pozostawiając ślad na nadgarstku. Oczywiście jeżeli z powodu takiego delikatnego dyskomfortu dokładność pomiarów wzrośnie (przypominam, że Vantage M przez pierwsze kilka miesięcy wnerwiał skakaniem tętna na biegu!) znoszę to bez marudzenia.


Podsumowując pierwsze wrażenie i radości ze współpracy z Polar Ignite trzeba napisać jedno - na pewno jest to produkt bardzo kompletny (nawet krótko po premierze) i zdecydowanie najlepszy designersko. Nacieszy oko wielu użytkowników monitorów aktywności wyznaczając nowy trend dla pozostałych liderów rynku.  Pierwsze codzienne użytkowania (wraz z nieomówionymi wyżej powiadomieniami z telefonu, które są już standardem!) również summa summarum można określić słowem "bardzo dobrze". Nowe rozwiązania pokazują ciągłe poszukiwania technologów ku lepszemu (co zawsze cieszy!), a że opięcie trochę do poprawy, nie marudzę - w końcu to jest teoretycznie średni pułap produktowy. Pierwsze wrażenie podnosi tę średniość na naprawdę wysoki poziom reszcie producentów (ciekawy ten segment sprzętowy dla analityków rynku:)

Funkcjonalność w szerszym omówieniu niebawem...



Łukasz Murawski

Biegający już od ponad dekady, triatlonujący dopiero od blisko połowy tego czasu, trener przygotowania motorycznego/masażysta, ciągle szukający odpowiedzi na nowe pytania odnośnie funkcjonowania ciała człowieka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz