Polar Vantage M

Historia pierwszego stworzonego pulsometru sięga 1977 r. Profesor Seppo Saynajakangas wtedy nie tylko zrealizował zlecenie trenera fińskiej kadry narciarzy, ale także stworzył podwaliny pod firmę Polar Electro. Tak, jak za pierwszych dni i dziś fińska marka chcę być pionerem mierzenia parametrów sportowych za pomocą technologi elektronicznej. Nowa seria Vantage, wykorzystując najnowsze badania i kilkunastoletnie doświadczenie, ponownie ma rynek zrewolucjonizować. Przedstawiam Wam, z nieskrywaną przyjemnością i przy współudziale eAzymutu, pulsometr Polar Vantage M.

Rewolucję marketingową Polar Electro już widać w prezentacji produktu. Schludny kartonik biało-czerwony (czyżby wszyscy nawet Finowie chcieli uczcić 100-lecie niepodległości?) z odblaskowymi tłoczeniami w kształcie Vantage M z tyłu. To chyba pierwsze "coś więcej" od Finów w marketingu opakowaniowym. Poważnie mówiąc, przede wszystkim widać także sporą różnicę w designie tarczy i paska. Te wyglądają bardzo nowocześnie i jakby bliżej im do "garminowskich" zegarków. Gładka, błyszcząca, okrągła, jak z Sevres, tarcza o wymiarach 46x46x12,5mm wytycza chyba nowy etap estetyczny w produkcji Polara. Design potwierdzony dodatkowym charakterystycznie podziurkowanym (silikonowym?) paskiem na nadgarstek tym bardziej w tym upewnia (plus oczywiście opcja łatwiejszej wymiany paska, nawet na tekstylny). Oczywiście, jako miłośnikowi minimalistycznego podejścia Suunto, nie w smak mi to, ale...to już gusty i guściki. Fakt faktem Polar Electro, strażnik "tylko niezbędności" w monitorach treningowych, idzie nową dla siebie drogą. 


Standaryzacja, jeśli chce się być liderem w branży, rzecz jasna ma się dotyczyć też poprawy jakości użytych technologi. Mamy tu kolorowy wyświetlacz o rozdzielczości 240x240 pikseli i średnicy 3 cm oraz nowoczesny akumulator litowo - polimerowy o pojemności do 30 h w trybie treningowym (z GPS i pomiarem z nadgarstka!), który pozwala zegarkowi osiągnąć wagę tylko 45 g. Technolodzy pomniejszyli też wagę delikatniejszą kopertą z wodoszczelnością tylko do 30 m, aczkolwiek chyba nie ma co marudzić - nurkowie przecież szukają sprzętu gdzie indziej, u biegaczy lekkość w cenie. Ciekawym novum jest, póki co dedykowany elektrodami i kształtem pod Vantage M (całą przyszłą serię produktów?), kabel ładujący na magnesie. Fajna opcją jest też włączane na ruch tarczą do góry podświetlenie, zarówno w trybie zegarka i podczas treningu.

W przypadku produktów Polar Electro nie ma też co szukać jakichś fajerwerków "w środku" zegarka, tym bardziej zindywidualizowanych w stylu Garmin Connect IQ. Mamy za to unowocześnione ikonki menu, więcej kolorów w ekranach treningowych z optymalną estetyką i jak zawsze - najprostszy na świecie, pojmowany po pierwszych kliknięciach interfejs produktu. Na pierwszy rzut mnie szczególnie spodobał się podstawowy ekran treningowy z graficznie przedstawionymi zakresami tętna i tym aktualnym roboczym wydłużonym (patrz poniżej). Nie ukrywam też, że liczyłem na najczytelniejsze przedstawienie temp okrążeń z V800 - wykresów słupkowych. Ten temat zapewne przez technologów będzie z kolejnymi łatkami uruchamiany (póki co są tylko czas najszybszego i średniego autolapu!).

Jak to w przypadku najnowszych urządzeń pomiarowych dodatkowym smaczkiem są łatwo dostępne okolicznościowe dane treningowe (ilość spalonych kalorii, realizacja celu dziennego, dziennik treningowy czy parametry tętna). Klikasz w bok i już wiesz więcej. Tu muszę wykonać oczko do producentów - warto byłoby to bardziej spersonalizować, bo już chyba za dużo tej dezorganizującej informatyzacji  wokół. Nie wszyscy chyba (patrz starsi ?) chcą mieć aż tyle dostępnych ekranów na co dzień.


O kolejnych bardziej funkcjonalnych możliwościach treningowych nowego dziecka Polar Electro takich, jak pomiar nadgarstkowy Precision Prime czy ocenie stanu tolerancji/obciążenia treningiem, już w kolejnej bardziej praktycznej części.

W tej, bardziej estetycznej, warto docenić odważne decyzje technologów i designerów fińskiej marki porzucających dawne życie produktu i patrzenie w przyszłość - nowocześniejszą, bardziej kolorową i szukającą nowych rozwiązań tak, jak za pionierskich czasów. Uff...na to już była pora.


zdj. tytułowe - eazymut.pl

Łukasz Murawski
Łukasz Murawski

Biegający już od ponad dekady, triatlonujący dopiero od czterech sezonów, trener personalny/masażysta, ciągle szukający odpowiedzi na nowe pytania odnośnie funkcjonowania ciała człowieka.