Polar Vantage M - funkcjonalność (cz. II)



Po dobrych dwóch tygodniach od ostatniego tekstu na temat Vantage M ciągle jestem zaskoczony odważną decyzją designerów Polar Electro...taki okrągły to nie "polarowski" chciałoby się powtarzać. Nieważne...przechodzimy dalej - warto byłoby zająć się ważniejszą praktyczną odsłoną nowego dziecka fińskiej marki.

To co zawsze podobało mi się w Polarach to najprostszy na świecie interfejs. W Vantage M jest jeszcze prostszy niż wcześniej. Wyobrażacie sobie by menu główne takiego zaawansowanego cacka (Vantage V jest jeszcze bardziej "napakowanym" bratem) składało się właściwe z trzech opcji wyboru: rozpoczęcia treningu, timerów i ustawień. Dalej też przejrzyście i łatwo. W treningu wybierasz ekran aktywności i po błyskawicznym skalibrowaniu tętna czy GPS działasz. Timery (dodane w aktualizacji z 12 listopada) pozwalają uruchomić stoper lub wsteczne odliczanie czasu. W ustawieniach natomiast trzy podgrupy danych kategoryzujących parametry psychofizyczne użytkownika, metryczno - godzinowe zegarka i łączności z innymi urządzeniami. Co ważne poza jedną tarczą monitora wyświetlającą porę dnia z logotypem marki, na kolejnych mamy błyskawiczny dostęp do czasu od poprzedniej aktywności treningowej (po kliknięciu i rozszerzeniu danych od razu dostęp do dzienniczka treningowego), bieżącego pulsu (po kliknięciu i w aktywnym całodobowym pomiarze dostęp do najwyższego, najniższego tętna wraz z tym spoczynkowym podczas snu/jeżeli "całodobówka" nie aktywna wtedy po kliknięciu aktualny pomiar tętna), funkcji Training Load Pro (o niej konkretniej w kolejnej części) czy pomiaru całodziennej aktywności (po kliknięciu dzienna liczba korków czy liczba spalonych kalorii). Z pewnością dotychczas nikt nie wymyślił tego prościej. Dalsze zaawansowane dane, patrz ulepszona kontrola snu Sleep +, ustawienia ekranów aktywności i  wszelkiej maści wykresy treningowe, możliwe są do wglądu już na poziomie platformy internetowej Polar Flow. Zresztą też od wielu lat uznawanej za lidera w tym temacie.


W nowej serii Vantage Polar Electro chwalił się udoskonalonym, bardziej dokładnym pomiarem nadgarstkowym tętna. Polar Precison Prime składa się z 9 diod LED (4 czerwonych i 5 zielonych), których zadaniem jest głębsza penetracja tkanki ludzkiej i wychwytywanie bieżącego pulsu. Dodatkiem usprawniającym odczyt danych poruszającego się sportowca, patrz też jego nadgarstka i zegarka na nim, są działające na zasadzie bioimpedancji cztery metalowe, okrągłe wypustki oraz wbudowany akcelerometr. Pierwsze, oprócz zmiany działania algorytmu odczytu tętna przy zanotowanym "odklejeniu" od skóry, służą także do synchronizacji i ładowania Vantage M. Drugi sensor ruchowy zapewne mierzy przyspieszenia kątowe oraz liniowe porównując je z poprzednimi wskazaniami w przypadku braku przylegania aparatury Precision Prime do nadgarstka. System nadgarstkowego monitoringu pulsu od paru lat jest już dostępny na rynku polskim, jednak rzeczywiście nigdy nie był aż tak dopieszczony technologicznie z algorytmami opartymi o wskazanie sensora 3D. Pytanie czy rzeczywiście działa o tyle lepiej od konkurencji? Technolodzy Polar Electro, troszkę zrzucając odpowiedzialność ze sprzętu (zresztą tak, jak wszyscy producenci nadgarstkowych pomiarów!), zdecydowanie podkreślają konieczność użycia dokładniejszego nadajnika na klatkę piersiową H10.




W porównaniu do Suunto Spartan Trainer Wrist HR (z systemem Valencell) Vantage M mierzył tętno podczas codziennych obowiązków dokładnie tak samo. Wychylenia od "normy" jednego czy drugiego podczas gwałtownych zmian pozycji były delikatne (ok. 5-7 uderzeń), lecz po góra 5 s monitory wracały do tych samych wartości. Całodzienny pomiar, stosowany przez 2 tygodnie, zdecydowanie działał bez zarzutu i najmniejszych zawieszeń, co efektywnie było widać podczas eliminowania długu tlenowego po treningach czy wpinaczkach po schodach. Niestety, odmiennie od pierwszego "nadgarstkowego" Suunto Spartan Trainer Wrist HR (który szwankował mi podczas jazd rowerowych), jakość monitorowania tętna zdecydowanie irytowała mnie po 20-25 minutach treningu biegowego - spadała, rosła, odbiegała od wcześniej prezentowanych wartości (nawet o 30 ud./min.!) mimo żadnych zmian tempa czy nachylenia - by wreszcie po 5-15 minutach wreszcie wrócić do realnego parametru (po aktualizacji z 12 listopada tętno już tak nie wariowało, choc zawieszki kilkunastosekundowe zdarzają się!). Podczas sześciu biegowych sesji treningowych, nawet z maksymalnie dopiętym paskiem, sytuacja powtarzała się. Co ciekawe po jednej podobnej sesji rowerowej sensor jakby nauczył się odczytu pulsu i tam już większych pomyłek nie zanotowałem. Nie wierząc w tak spore niedopracowanie inżynierów fińskiej marki szukałem w sieci innych podobnych recenzji. Znalazłem bardzo obiektywne opracowanie tutaj. Kamil Nowak z bieganieuskrzydla.pl również zauważył odbieganie od normy (mierzonej dokładniejszym nadajnikiem na klatkę piersiową), co prawda nie aż tak odległe. Zapewne razem wyrażamy nadzieję, że Polar Electro w kolejnych "łatkach" naprawi problematyczne algorytmy (aktualizacje wychodzą bardzo często a sądząc po niezmiennym przyleganiu czujników i mocnym dopięciu zegarka musi to być wada oprogramowania).




Kolejnym mocnym punktem Polar Vantage M miała być bateria nowej generacji. 30 godzin treningowych w trybie GPS robi wrażenie. Co ważne ustawienie trybu GPS/GLONASS jest zero jedynkowe, więc pomiar wykonywany jest albo bardzo dokładnie (patrz też tekst Kamila Nowaka) albo wcale (wyłączany tylko na platformie Polar Flow, na zegarku niestety nie!). Fakt faktem szybkość aktywacji systemu jest zaskakująca. Dzięki regularnemu, automatycznemu wgrywaniu pozycji a-gps podczas synchronizacji nigdy nie czekałem dłużej niż 2 s (patrz rozpoczynam trening z tych samych punktów). Mimo wszystko w głowie pozostaje pytanie jakie parametry pulsometr osiągnąby przy opcjach pomiaru w dokładności średniej albo niskiej (często stosowane u innych producentów)? Praktycznie analizując w moim przypadku od pełnego naładowania 79% bateria traciła w ciągu 4 dób z całodobowym pomiarem tętna, średnią dobową liczbą kroków 19,5 tys. i 5h22min treningu (w tym 31 min z GPS).

Krótko punktując kolejne ulepszenia Polar Vantage M producent zwraca uwagę na możliwość wyboru spośród 130 aktywności sportowych. Oczywiście, jak to w multisportowym zegarku, wyboru również ciągłego treningu złożonego z kilku różnych aktywności (tryb stały z wgraną z poziomu komputera stałą kolejnością dyscyplin lub tryb dowolny). Nowością jest też wdrożenie, opartego na informacjach z platformy Polar Flow i na niej stworzonego, programu biegowego. Ten podczas synchronizacji wgrywa się w zegarek, a podczas wykonywanego treningu pojawia się kolejny ekran danych wskazujący realizację celu. Podobnie rzecz się ma z planerem sezonu, innym novum w Polar Flow i serii Vantage. Z tym, że tutaj programowanie treningu, włącznie z konkretnym planowaniem jednostek, leży już wyraźnie w naszej gestii. Dla bardziej ambitnych amatorów poza wyżej wymienionymi dodatkami warto zaznaczyć znane już z wcześniejszych urządzeń Polar Electro Running Index i ulepszony system Sleep Plus. Pierwszy po co najmniej 12 min biegu z prędkością co najmniej 6 km/h pokazuje szacowaną wartość pułapu tlenowego, patrz parametru mocno korelującego z wydolnością tlenową i wynikiem sportowym (stąd szacunek czasu uzyskiwanego na danym dystansie). Pomiar snu Sleep Plus natomiast na podstawie pomiaru akcelerometru 3D na ręce nie dominującej mierzy czas snu, notuje przerwy, przebudzenia i na tej zasadzie wg 5-stopniowej skali ocenia jakość snu. W wymiarze tygodniowym czy miesięcznym kontrolowanie takich danych rzeczywiście może okazać się pomocne. 


...początkowy tekst o Vantage znajdziesz tu, natomiast dalszy o funkcjonalności tutaj ...


zdj. poglądowe konstrukcji Polar Vantage: watchbook.pl, pozostałe zdjęcia własne


Łukasz Murawski
Łukasz Murawski

Biegający już od ponad dekady, triatlonujący dopiero od blisko połowy tego czasu, trener przygotowania motorycznego/masażysta, ciągle szukający odpowiedzi na nowe pytania odnośnie funkcjonowania ciała człowieka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz