Słuchawki MEE Audio X-5



Kontynuując pracę testową na sprzęcie ze stajni MEE Audio tym razem sięgnąłem po "dokanałówki"  bezprzewodowe o numeracji X-5. Podobno lekkie, wytrzymałe w materii fizycznej i funkcjonalnej. Jak tu nie sprawdzić sugerowanego modelu.

Tym razem nie będę rozpisywał się, jak zawsze (spójrz na poprzednie teksty w tagu "testowanie", segmencie "akcesoria"), o jakości opakowań. Te podobnie, jak poprzednie, amerykańscy producenci dopieścili. Zawsze będą dla mnie wzorem, jeśli chodzi o (ważny w tych czasach!!!) marketing. Bez zbędnych ceregieli dołożono także w zestawie trzy dodatkowe pary gumek dokanałowych i dwie opcje wielkości sierpowatych gumek podtrzymujących słuchawkę w małżowinie. Oczywiście są tam także instrukcja i kabel ładujący microSB.

Na pierwszy rzut oka MEE Audio X-5 wyglądają na solidniejsze. Wszystko dzięki metalowym, magnetycznym wykończeniom "główek" słuchawek. Do tego wkomponowane miękkie, gumowe sierpowate stabilizatory i wkładki dokanałowe tworzą zgraną całość. Chyba najlepszy designersko produkt MEE Audio w moich rękach. Przy zmianie wielkości 55 mm pilota i mikrofonu, które wydają się lekko przytłaczać, nie miałbym najmniejszych wątpliwości co do wyglądu wymarzonych słuchawek. Być może technolodzy nie mogli tego inaczej wymyślić. Jeśli chodzi o inne techniczne funkcje nie możemy marudzić. W najtańszych "bluetouchach" zastosowano dynamiczny 10 mm przetwornik o pasmie przenoszenia w zakresie 20-20000 Hz. Wszystko to obsługiwać miało wszelkiej maści systemy smartfonów (Android, Blackberry, iOS, Widnows czy HTC) na poziomie wersji Bluetooth 4.2. Regulacja głośności, współpraca z dwoma odbiornikami jednocześnie (patrz oglądasz film na tablecie i rozmawiasz przez telefon!), niska waga, a przede wszystkim standby 180-godzinny czy ładująca się 2 h bateria wystarczająca na 6,5 h. Bomba dla słuchających-trenujących często.

Ja w X-5 przebiegałem około 4 godzin i przejechałem na rowerze stacjonarnym ponad godzinę. Wbrew pierwszemu wrażeniu, nowość - sierpowate gumki, trzymały się w małżowinie całkiem solidnie. Dopiero gdzieś przy tempie 14-15 km/h, musiałem wyślizgujące się co jakiś czas (3-5 min) słuchawki pchnąć do uszu  (choć w warunkach zewnętrznych z pewnością byłoby inaczej - w sali cardio pocę się niemiłosiernie i właściwie to był problem, nie tempo). Słyszalność głosu (głównie skrupulatnych vlogów-wywiadów) była bardzo porządna, mimo głośnej przecież klubowej muzyki wokół. Nie musiałem słuchać nawet na 60% mocy, więc zupełnie zgodzę się z producentem - słuchawki wyciszają zdecydowanie.



Fajną, kolejną opcją - nowością, było złączenie magnetycznych główek w jedną pętlę, która poza czasem słuchania mogła sobie dowolnie dyndać nieużywana a ja szaleć bez kłopotu na bieżni. Błyskotliwe i proste, a jakie upraszczające. Nawet jak odechce Ci się słuchać, nie musisz zdejmować sprzętu, zwalniać lub zatrzymywać się i szukać kieszeni. Genialne. Krótki kabel z pilotem i mikrofonem, zgodnie z wolą instrukcji, umieszczany za karkiem swobodnie mógł tam gdzieś ocierać się nie przeszkadzając wcale. Oczywiście koniecznością w takich okolicznościach było wyrównanie plastikiem balansującym długość kabla i poprawne ułożenie pilota oraz głośnika - ich obijanie przy sporym skakaniu lub przy nachalnej technice biegu mogłoby być odczuwalne. Paradoksalnie, bo obecności 11 g słuchawek poza gumkami w uszach i na małżowinach czy właśnie skaczącymi podłużnymi kontrolerami, nie ma szans uświadczyć. 

Wreszcie przejdźmy do odsłuchu muzyki. Na pierwszy rzut oka czysty, neutralny, jakoś nieprzesadnie głęboki. Porównałem go do trzech dodatkowych modeli: starych (3-4-letnich?) "nokijskich" standardów, Hifiman RE-400B oraz MEE Audio X-1. O telefonicznych nawet nie zaczynam pisania - jak już kiedyś zauważyłem przez te testy stałem się marudny ;-) Rzeczywiście najbliższy fonią dla X-5 był RE-400B, choć więcej było ciepła, wyraźniejszego wokalu i wyższych tonów w starszym Hifimanie. Przy większej głośności oba wchodziły w podobnie mocniejszy, co ważne nieirytujący, rezonans. W porównaniu X-5 do moich ulubionych X-1 te znowu wykazywały się jeszcze większym neutralnym, a w tej parze wręcz chłodnym, dźwiękiem. Można było także odczuć lżejszy bas, bardziej płaskie, równe tło instrumentalne czy mniej nachalny wokal.

Podsumowując, jeśli szukasz dobrych technologicznie słuchawek sportowych z fajnymi patentami ułatwiającymi użytkowanie to MEE Audio X-5 mogą być dla Ciebie. Magnesowe główki, solidne wykonanie podrasowane mocnymi bateriami z lekkością piórka. Natomiast jeżeli w dobie ciągłego "ocieplania" muzyki potrzebujesz neutralnego dźwięku z dobrym odsłuchem tła to X-5 musza być Twoje.

(zdj. meeaudio.rafko.pl)

Łukasz Murawski
Łukasz Murawski

Biegający już od ponad dekady, triatlonujący dopiero od czterech sezonów, trener personalny/masażysta, ciągle szukający odpowiedzi na nowe pytania odnośnie funkcjonowania ciała człowieka.