Podsumowanie sezonu 2017/2018



I fajnie, że wreszcie można zamknąć sezon 2017/2018. W krótkim podsumowaniu - trudny. Pokazał mi już nieubłagany upływ wiosen mojego życia, a przede wszystkim to, że już  nie jestem w stanie tak łatwo naprawić jakiegokolwiek większego błędu. Kiedyś można było sobie na więcej pozwolić. Smutne, ale niejako bardzo motywujące do większej optymalności.

Tak, jak zaplanowałem na samym początku sezon podzielony był na część triatlonową i maratońską. Ta multidyscyplinarna, bardziej wymagająca psychicznie trwała od połowy listopada do 22 lipca, dniu startu w brodnickim triatlonie. Być może ona bardzo solidnie przepracowana do początku kwietnia na siłowni i biegowo wymęczyła mnie solidnie. Późniejsze mało roweru na zewnątrz (patrz odwieczny problem czasu na trening na "czasówce" - w tygodniu zajęcia a w weekend starty :-/ ) i więcej pływania w jeziorze (choć po wynikach na zawodach tego nie widać!!!) zamknęło te dłuższą, pierwszą cześć sezonu. Niestety awaria pulsometru w maju i brak odczytów z 4 tygodni nie do końca pozwala przedstawić obiektywny rozkład obciążeń. Z pewnością jednak mogę powiedzieć, że trening naprawdę w sezonie 2017/2018 przy danym poziomie wiedzy wyglądał bardzo przyzwoicie (metodycznie budowane trzy okresy podstawowe, budowania formy i szczytu formy wg Friel'a).W ciągu 251 dni treningowych wykonałem 262 h treningów, co dawało 1,05 h/dzień (braki z maja doliczyłem według średniej danych posiadanych!). 

Ten okres można podsumować naprawdę jako solidnie wykonaną pracę. Błędem było odpuszczenie podtrzymania zbudowanej siły na siłowni od połowy kwietnia (po "połówce" w Poznaniu powinienem zacząć kolejną periodyzację siły). Niestety czasowo ciężko to ogarnąć. Z drugiej strony ta część sezonu pozwoliła zbudować już większą kontrolę pływania (brak zmęczenia i możliwość całkowitej regeneracji jednostką, dopracowanie swobodnego oddechu co trzy cykle ramion), wreszcie solidne przepracowanie poprawnych zakresów tętna na rowerze (wyszło to w startach, gdzie mimo małej ilości jeżdżenia na zewnątrz poprawiłem czasy o 6-8 min przy pełnej kontroli jazdy i narastającym lepszym samopoczuciu jazdy) czy utrzymanie temp podczas biegów kończących 1/2 IM (obiektywny czas z Lidzbarka 1h28, bardziej problem z plecami - patrz "siłówka", niż ze zmęczeniem, czyste "połówki" wychodziły na 1h23-24 - patrz normalnie).

Druga część sezonu, nazwijmy ją, maratońską. Trwała właściwie od 23 lipca do 14 października. Oczywiście po trudnych triatlonach najpierw trzeba było dojść do siebie i zastosować makrocykl odpoczynkowy. Zatem z 82 dni, krótkich prawie trzech miesięcy przygotowań, dwa tygodnie wypadły na regenerację z czterema luźnymi treningami na tydzień, w tym jednym z plyometrią (z reguły ok.40' biegania i tylko jeden podtrzymujący bazę 85' trening). Dalsze 68 dni budowania miało być oparte o eksperyment treningowy, ciekawy, ale niestety na duży procent nie przysługujący się formie maratońskiej (wtedy nie przeczuwałem, że aż tak). Dołożenie nowych środków treningowych - plyometrii i dynamicznego podnoszenia ciężarów oraz "dwusetek" kosztem treningu ciągłego zakresowego (zawsze dobrze działającego maratońsko na mnie!) nie utrzymało mi prędkości na progu beztlenowym (przyznaję bez bicia, jestem idiotą ;-) nie przemyślałem tego ;-), ale ciekawie odczuć było aż taki spadek formy). Potem drobne urazy w gonitwie po formę zupełnie rozbiły cały plan walki na maratonie. Ostatni miesiąc tego okresu treningowego można uznać za odpuszczony psychofizycznie z ukierunkowaniem na kolejny sezon toczący się w głowie. Summa summarum okres maratoński to już bezpośrednie wyniki 60 h treningowych podczas 82 dni, co daje 0,73 h treningu/dzień. 

Całość sezonu to już 333 dni i 322 h treningu (patrz 0,97h/dzień). Oczywiście znowu uciekło tutaj sporo godzin stretchingów/mobilizacji w klubie czy kilkanaście 15-minutowych dobiegów do pracy, ale powiedzmy, że to aż takiego wpływu na formę startową nie miało a z pewnością nie stoi na przeszkodzie by porównać staty z sezonem poprzednim. Sezon 2016/2017 (patrz tutaj), dłuższy o zaledwie tydzień składał się z blisko 340 godzin. Patrząc na średnie dziennie wtedy treningowo przepracowywałem o ok 5 min więcej. Zwróćmy jednak uwagę, że aktualnie zamykany sezon w drugiej części nie był wykonany na 100% (ba nawet na 80%!!!) i zapewne przy takim obrocie sprawy przegonił by poprzedni godzinowo, a co najmniej zrównałby się.  

Sezon 2017/2018 oficjalnie uznaję już za zamknięty. Był to dobry okres w swoich triatlonowych 2/3 całości. Druga 1/3 posypała się na skutek moich (pouczających jednak!) eksperymentów skończonych, na całe szczęście, fajnym Poznań Maratonem. Wszystko, jak pisałem na początku, pokazało powolna utratę możliwości organizmu w tym wieku i jego "niewybaczalność" błędów. Co tu dużo gadać. Za dobre trzy tygodnie kolejny sezon, skoro toczący się w głowie już od września, to zapewne skuteczniejszy.


Przy okazji ogromne dzięki moim głównym sponsorom, firmom STOLKAR i ELTRONIK, oraz mniejszemu partnerowi, firmie POM. Bez Was nie byłbym tak skuteczny w tym swoim szaleństwie. Co oczywiście też dotyczy wyrozumiałych klientów i bezkrytycznych fanów. Dzięki wielki. Nadchodzi kolejny czas fajnych doświadczeń. Sport, jakikolwiek wynik osiągniemy, zawsze inspiruje ;-)


 
Łukasz Murawski
Łukasz Murawski

Biegający już od ponad dekady, triatlonujący dopiero od czterech sezonów, trener personalny/masażysta, ciągle szukający odpowiedzi na nowe pytania odnośnie funkcjonowania ciała człowieka.