Kolejny powód istnienia planu...

Unsplash.com (photo:Nick Herasimenka)

Sensowność istnienia planu treningowego, choćby w formie jakiegoś minimalnie usystematyzowanego porządku paru jednostek treningowych, tłumaczona była w wielu tekstach na wielu portalach biegowych. W końcu zawsze łatwiej wykonać jakikolwiek trening jeśli wstając rano już wiesz jaki on będzie. Co więcej takie trudniejsze biegi/jazdy rowerowe/pływania zaplanowane kilka dobrych dni wcześniej dają szansę na przygotowanie mentalne i fizyczne w dniu próby. Szczególnie jeśli są to zawody.
Są to te oczywiste oczywistości, które przychodzą do głowy w pierwszej kolejności. Przy głębszej analizie dojdzie jeszcze, jak ja to nazywam, "zimnokrwistość" treningów. Gotujący się emocjonalnie amatorzy, przede wszystkim Ci początkujący a także młodsi zaawansowani, bez szczegółowej rozpiski struktury treningu, a więc ilości minut i godzin poświęconych na daną strefę czy środek treningowy, będą przekraczać tę "cienką czerwoną linię" przetrenowania z pewnością. Zresztą zawsze łatwiej zaplanować zdrowy sezon z metodycznym periodyzowaniem okresów podstawowych, rozbudowy, szczytów formy i wreszcie startowych, wcześniej. Nawet starzy wyjadacze, by nie pogubić się w kryzysie wieku średniego czy gonieniu marzeń z uciekającym czasem w tle, by uniknąć łatwych błędów też powinni to robić. Sam realizuje plany to od paru sezonów, z coraz bardziej optymalnym skutkiem, i zdecydowanie nie wyobrażam sobie tego inaczej. Wbrew pozorom to nie uwiązanie i przymus. Wręcz przeciwnie - przy realnym określeniu celów do okoliczności czasowo - rodzinnych - daje to jeszcze większą frajdę, choćby w obserwowaniu permanentnego rozwoju (uwierzcie przy dobrej progresji planu nie ma szans byście czegoś nie poprawili!!!). Jednak ja nie chciałem o tym...

Wierzycie w podświadomość??? Stary, dobry Freud nazywał tę strefę "id". I to ten ignorowany, nieopisany przez nikogo, kolejny powód tworzenia planów treningowych. Id planów treningowych ;-)

U mnie ten "czynnik PSI" powiela się od 2-3 sezonów, czyli od wtedy kiedy zacząłem bardziej skrupulatnie planować pracę całosezonową. Wcześniej odbywało się to na zasadzie przygotowania kilkumiesięcznego do danej imprezy a dopiero później dalszych kalkulacji startowych i kolejnego celu. W tym momencie wiem mniej więcej (choć oczywiście co jakiś czas następuje analiza i korekta), w którym tygodniu sezonu 2017/2018 będę odpoczywać, a w którym będę potrzebował najwięcej "supermocy" psychofizycznej. Co ciekawe nie zawsze do końca wiąże się to tak liniowo z objętością treningu czy jego strukturą. I tu właśnie "id" przechodzi do działania.

Zauważyliście u siebie w treningu fale spadku i wzrostu formy albo też wzmożonego zmęczenia i zaskakującego odrodzenia??? Na pewno. U mnie i zapewne u wielu poukładanych sportowców - amatorów, o zawodowcach nie wspominając (oni przecież pracują nad tym z psychologami!), takie sinusoidy są względnie powtarzalne. W kluczowych momentach przygotowań, czyli przed kluczowymi jednostkami treningowymi nie mówiąc już o tych przedstartowych, organizm jakby włączał się na "stand by" i oszczędzanie energii. Zupełnie zwalnia. Nawet prostsze aktywności i zadania ruchowe, wcześniej nie sprawiające problemów, nie wymagające takiej subiektywnej intensywności treningowej, zaczynają być trudne, chaotyczne i wykonywane od niechcenia. U mnie podczas kumulujących się tygodni przygotowań arcyważne treningi poprzedza nadmierna senność i jako taki introwertyzm. Nasilający się jeszcze bardziej w dwóch tygodniach przed startem o priorytecie A. Można by to wziąć na karb "fokusowania" na bliskim celu, jednakże ja już w momencie planu całosezonowego, nie zastanawiając się nad tym zupełnie, wiem kiedy dane chwile skupienia nastąpią. Zabrzmi to szaleńczo ;-), ale coś w mojej głowie już szybciej wie kiedy organizm ma się zbroić.

Czy to "id planu treningowego" nie wiem? Nigdy przenigdy o takim zjawisku nie czytałem, jednakże jakiem jestem uzależniony od zmęczenia fizycznego, takiem i względnie normalny - podobny proces powtarza się u mnie cyklicznie. Co tylko mnie utwierdza o kolejnym, arcyważnym a ignorowanym, powodzie istnienia planu treningowego.


Łukasz Murawski
Łukasz Murawski

Biegający już od ponad dekady, triatlonujący dopiero od czterech sezonów, trener personalny/masażysta, ciągle szukający odpowiedzi na nowe pytania odnośnie funkcjonowania ciała człowieka.