Idealna forma na koniec sezonu

poznan.wyborcza.pl

W poprzednim poście (patrz tutaj) pisałem o wielkiej walce w 6.Półmaratonie Dwóch Mostów. Płock nie okazał się jednak gościnny z punktu widzenia biegu na "życiówkę", natomiast posłużył jako bardzo dobry bodziec treningowy. Z takiej okoliczności w planie trzeba było skorzystać. No i się udało. W skrócie poniżej...


Chyba nie pokonywałem trudniejszej półmaratońskiej trasy niż ta płocka. Wiadomo, że górskie 21 km na pewno mieści się w innych kategoriach trudności, jednak z miejskich biegów to właśnie tu znalazłem największe zmęczenie. O dziwo nie aż tak ogromne jak się spodziewałem. Subiektywne odczucie wysiłku mieściło się blisko normalności, a zatem przygotowanie siłowe zdało rezultat. A co do planowanego wyniku, który z 3:53/km na tych kilku podbiegach spadł 4:01/km...olać to. Z reakcji organizmu jestem zadowolony. W końcu ta jest ważniejsza w perspektywie 18.Poznań Maratonu. Tak samo jak płocki bodziec treningowy.


A ten miałem jeszcze podbić i wręcz dobić podczas "Biegów Malinowskiego" w Grudziądzu. Plan wyglądał tak:

Pon
Wt
Sr
Czw
Pt
Sob
Bieg 45-50'
(w tym SB4x400m/300m t.)
45' spinning
Bieg 45-50' (w tym BNP 6-8km)
45
'spinning

30' bieg (w tym 6xprb)
Bieg 20-26km
(w tym ost 8km mocno)

Oczywiście z wyjątkiem tygodnia startowego podczas "dyszki" grudziądzkiej. Wtedy na zmęczeniu startowym zrobiłem wymęczone 21 km z dynamiczną 7-mką, która wyglądała karykaturalnie. W porównaniu do wcześniejszych dwóch wybiegań, gdzie po 17 km w bardzo spokojnym tempie (5:40-6:10/km - wprowadzanie brata) 8 km potrafiłem robić od 3:50-4:15/km, te zmęczeniowe kilometry wyszły po 4:20-4:30/km. Jednak znowu bodziec był bardzo dobry. Po tym weekendzie przedostatni tydzień wyglądał tak:

Pon
Wt
Sr
Czw
Pt
Sob
Bieg 45'
(w tym SB4x300m/300m)
45' spinning
Bieg 45' (w tym 7km/4:12)
45
'spinning

15' bieg 
Bieg 16 km
(w tym 7 km mocno)

Całkiem trudno było zrobić podbiegi w poniedziałek po trudnym weekendzie startowym i w sumie 7 dniach treningowych po drodze. Jakoś jednak poszło i niestety rykoszetem delikatna odezwała się dawna kontuzja łydki. "Otejpowany" zrobiłem środowy trening po wtorkowym luźniejszym spinningu i z przerażeniem oczekiwałem na ostatnią mocna sobotę. Tu plan był zrobić żwawo, ale bez przesady 7 km, i dorobić kolejne 7 km już mocniej (co najmniej tempo startowe) z kilometrem rozbiegu. Deszcz i chłód pomogły mi najpierw zrobić 7,5 km w tempie 4:18-4:30/km, by kończyć po 4:00 - 4:10 przy średnim tętnie 154 z całego treningu (w momencie trudniejszym miałem ok 164-166 HR). Zatem wyszło bosko i z poczuciem formy. Ostatni tydzień ma wyglądać tak:

Pon
Wt
Sr
Czw
Pt
Sob
Bieg 40' (w tym 6km/4:15)
45' spinning
Bieg 38' (w tym 3x1km/4:10)
45'
spinning

 W  
Bieg 30' (w tym 6xprb)

Z oczywistą niezielną finalizacją w 18.Poznań Maratonie. Jaki on będzie nie wiem. Wiem, że jak nie uda mi się wykorzystać takiej formy na "życiówkę" to będę zły. W co celować jeszcze nie wiem. Pewnie wybiorę wariant rozsądny (1/3 z pacemakerami na 3h, a potem już szybciej, z przyspieszeniem na ostatnich 5-10 km). Może zdecyduję się na szaleństwo i negatyw już odrobinę szybszy. Zobaczymy. Póki co muszę jeszcze do normalności doprowadzić lewe podudzie (rolowanie, masaż głęboki, technika na rozcięgno podeszwowe z wykorzystaniem piłki golfowej, mobilizacje). Najważniejsze, że w tygodniu startowym czuje się jak zawsze, czyli...zniszczony kontuzyjne, zmęczony i niewyspany, starszy o 15 lat. Wszystko wygląda na normalne. A jak pogoda dopisze to może zdarzyć się sporo. DO zobaczenia na trasie (na zdjęciu) w Poznaniu ;-)


Łukasz Murawski
Łukasz Murawski

Biegający już od ponad dekady, triatlonujący dopiero od czterech sezonów, trener personalny/masażysta, ciągle szukający odpowiedzi na nowe pytania odnośnie funkcjonowania ciała człowieka.