Żel Diamant Pro Sport



Wiele było firm, które wykonały całkiem logiczny zwrot i wykorzystując popyt na pewne produkty włączyło się do walki o całkiem innego klienta. Na pewno starsi czytelnicy kojarzą firmę Diamant z produkcją cukru. Śpieszę napomknąć, że od tej chwili trzeba ja również zacząć łączyć ze sportem. Musiałem więc wykorzystać ten nowy fenomen i sprawdzić co ze sobą wnosi znany producent cukru. Przed Wami krótki tekst o żelach Diamant Pro Sport.


W wymienionych wyżej okolicznościach nie dziwne, że firma Diamant pozostała przy „swoich” kolorach i szacie graficznej. Niebieski, czerwony, biały i nowoczesność – srebrny, całkiem ładnie dobrane tworzą stary, znany styl z powiewem nowości. Oczywiście z tyłu opakowania dołożono kod QR i EAN, tabelkę wartości odżywczych oraz logotyp. Charakterystyczne biało – niebieskie dwie głowy cukru w czerwonym kółku oznaczające różnorodność i wysoką jakość produktów a także dwie wieże katedry kolońskiej (patrz Kolonia - siedziba macierzystej spółki) pojawiają się również u góry z przodu opakowania.

Sam żel składowo w 40 g mieści 118 kcal (502 kJ), 29,4 g węglowodanów (w tym 16,7 g cukru), mniej niż 0,1 g tłuszczu, 0 g białka, 0,10 g soli plus 34 mg sodu, 12 mg potasu i 47 mg chloru. Wszystko to osiągnięte jest przez wykorzystanie syropu cukru inwertowanego, maltodekstryny, naturalnego aromatu grejpfrutowego, chlorku sodu i potasu. Ten pierwszy, praktycznie tworzący miód, to efekt hydrolizy sacharozy. Ta jak wiadomo składa się po równo z glukozy i fruktozy. Drugi składnik – maltodekstryna, stosowana wg wikipedii m.in. do przeciwdziałania krystalizacji sacharozy, to już głównie reszty glukozowe. Obie substancje stanowią czynny węglowodanowy substrat żelu. Żywieniowcy na pewno nie będą zadowoleni, bo fruktoza – omijająca ośrodek łaknienia i metabolizowana przez wątrobę przy dużych ilościach otłuszczająca ją – uważana jest za główne zło i przyczynę nadwagi w XXI wieku. Sportowcy z drugiej strony lekko przyklasną, bo omijając ścieżkę metabolizmu glukozy nie zabiera ona maksymalnej gramatury utlenianych węglowodanów na godzinę (patrz tzw. „dwukanałówki”). Po składzie, tym bardziej mnie prostemu sportowcowi, ciężko jest odgadnąć ile fruktozy jest w żelu, a więc jak optymalnie można go stosować. Przypominam, że teoretyczne maksimum to 60 g glukozy i 30 g fruktozy, ale to też mocno zależne jest od wytrenowania organizmu (spójrzcie po reakcjach organizmu na nadmiar „węgli”). Kończąc wątek składowy smak grejpfrutowy, całkiem wyraźny na początku – choć bardzo słodki, na końcu przechodzący w gorycz „cebulową” (takie porównanie najbardziej mi pasuje), zawdzięczamy naturze, czyli fajnie. Jednak o ile producent zaleca spożycie żelu co 20 – 40 minut wysiłku (dość niedokładne określenie musicie przyznać) i popicie 200 ml wody, o tyle to pierwsze można zinterpretować dowolnie (patrz jednak 60g „węgli”/h!) a drugie koniecznie rozważyć - tę słodycz ciężko przyswoić bez wody. Dalej Diamant dorzuca chlorek sodu i potasu. Można marudzić, że niektórzy dają więcej, ale z drugiej strony wiele żeli nie ma w sobie nic poza kaloriami.



Pro Sport wypróbowałem na pewno dwucyfrowo. Ciężko mi określić dokładnie, bo parę sztuk rozdałem po trenujących znajomych (niestety jeszcze żadnej informacji zwrotnej nie dostałem). Z reguły używałem żelu na podwójnych zajęciach Spinningu wraz z „torqowskim” izotonikiem. Zdarzyło mi się postąpić zgodnie z zaleceniami producenta i zażyć go dwukrotnie w ciągu drugiej 45 minutowej jednostki. Często także próbowałem raz i to nawet podczas biegania, chociażby by sprawdzić rozrywalny języczek u góry. Na pewno nie poczułem żadnych przykrych konsekwencji żołądkowych, ale żel na pewno sklasyfikowałbym jako ten wyczuwalny podczas wysiłku. Nie zrozumcie mnie pejoratywnie – trening przebiegał komfortowo, jednak 8 żeli jak to podczas niedawnej „połówki” irona był nie przyjął. Produkt Diamanta jest bardzo słodki – a mówi to ten co ze słodyczami ma do czynienia na co dzień - i te dwie – trzy sztuki popite wodą (niekoniecznie 200 ml – dobry łyk wystarczył) były ok. Więcej „przesłodziłoby” mnie.

Skuteczność Pro Sport zdecydowanie potwierdzam. Podświadomie stworzyłem idealnie ilustrujący to teścik – podczas 50 minutowego treningu biegowego na progu tlenowym po 45 min Spinningu (patrz triatlonowa zakładka) w momencie podbicia tętna ponad próg zbijałem je spożytym żelem. Zadziałało w przypadku droższego markowego żelu, jak i w przypadku Pro Sport. A no i ta skuteczność...górnego języczka. Foliowe opakowanie zdawało się utrudniać otwarcie spoconymi rękami. Mniej wilgotne dawały radę bez problemu. Ostatecznie rozgryzienie spokojnie pozwalało dostać się do zawartości. Tylko, jak to w każdym przypadku, trzeba zacząć od dobrej strony z perforacją ;-)


Diamant Pro Sport to dobry żel średniej klasy. Jako właściciel cukrowni także użyłbym składników dostępnych pod ręką i tu cukru inwertowanego nie ma co się czepiać – przynajmniej mamy trochę niższego indeksu glikemicznego. W zamian za to jest dużo słodyczy i tu chyba należy upatrywać największego minusa suplementu. Jednak patrząc na niższą cenę, funkcjonalność, obecność podstawowych elektrolitów i możliwość zneutralizowania popitą wodą (standard w przypadku wielu średniaków) niemiecki producent nie ma czego się wstydzić. Brawo dla Pfeifer & Langen za całkiem fajny krok w rozwoju firmy. Ja jestem pod sporym wrażeniem.


Łukasz Murawski
Łukasz Murawski

Biegający już od ponad dekady, triatlonujący dopiero od czterech sezonów, trener personalny/masażysta, ciągle szukający odpowiedzi na nowe pytania odnośnie funkcjonowania ciała człowieka.